Wczoraj, dziś, jutro

Dziadek obecnego dyrektora grupy Toppoint Basa Lensena rozpoczął w roku 1928 działalność handlową otwierając mały zakład produkcji wyrobów z papieru. Na rowerze transportowym dostarczał wszystkie rodzaje papieru, kartonu i materiału opakowaniowego do firm w regionie Twente i Meppel. Pierwsze zlecenie na długopisy w ilości 250 sztuk zostało sprzedane organizacji muzycznej „Hallelujah” z okazji jej jubileuszu.

Wydaje się, jakby minęła cała wieczność. Lensen (Toppoint) rozpoczął swoją działalność w małej szopie - dziś jego firma rozrosła się do wielonarodowego przedsiębiorstwa, z oddziałami w wielu europejskich krajach. Siedziba główna firmy znajduje się ciągle w Bergentheim, gdzie są korzenie firmy i gdzie znajduje się zakład produkcyjny i drukarnie. 

Od zakładu produkującego wyroby z papieru do wielonarodowej firmy oferującej artykuły reklamowe i produkty pokrewne: 
Stowarzyszenie muzyczne "Hallelujah“ było z pewnością odpowiedzialne za gigantyczny wzrost firmy rodzinnej. 
Ojciec Basa Lensena, Lensen senior, stopniowo rozbudowywał interes. Nie była to tylko produkcja długopisów. Produkcja została rozszerzona np. o takie artykuły jak zapalniczki, artykuły prezentowe i ceramikę. 
Wielokrotnie firma „wyrastała ze swoich butów“. Po wielkim pożarze w połowie lat siedemdziesiątych Lensen odważył się na wielki krok naprzód i wybudował budynek z założeniem zagwarantowania sobie większej przestrzeni na wzrost i rozwój. 
Dział artykułów biurowych przeniósł się we wczesnych latach osiemdziesiątych do Nordhorn (Niemcy) i działa tam do tej pory pod nazwą Toppoint (Stylex Schreibwaren). Firma jest dużym graczem na rynku artykułów biurowych. 
Stopniowo Lensen Toppoint zaczął eksportować swoje produkty oraz, między innymi, zainwestował w produkcję na Dalekim Wschodzie. Pionierskie działania przysporzyły firmie Toppoint duże poważanie i szacunek na rynku artykułów reklamowych. 

Lensen senior opowiada……
Nostalgia chwyta za serce, gdy Lensen senior zaczyna opowiadać o historii Lensen Toppoint. Z tym związana jest pewna anegdota. Razem ze żoną Lensen siedzi przy kuchennym stole, kilka metrów od garażu, w którym wszystko się niegdyś zaczęło. „Musieliśmy wyprowadzić samochód z garażu i w szopie za naszym domem wykonane zostały nadruki na pierwszych artykułach piśmiennych. W zimie pracowników ogrzewał piec kaflowy opalany drewnem.“

Razem z Henkiem Snoeijinkiem, wykonaliśmy pionierską pracę. Niewiele rzeczy było na rynku. Należało przeprowadzić wiele rozmów i zbierać doświadczenia, a także mieć oczy i uszy szeroko otwarte. „Przypominacie sobie wieczór, gdy otrzymaliśmy informację, że gdzieś w Amsterdamie jest maszyna, przy pomocy, której można wykonywać nadruki na artykułach piśmiennych z użyciem folii? Zadzwoniłem około północy do Henka i pojechaliśmy do stolicy. Zaraz następnego dnia kupiliśmy maszynę." Lensen z błyskiem w oku opowiada nam pokrótce historię Toppoint. Na stół trafiają albumy ze zdjęciami, kartkując je przybywa jeszcze więcej materiału do rozmowy. „Och tak, w poszukiwaniu lepszych i szybszych maszyn dotarłem do Hamburga. Z Izby Rzemieślniczej otrzymałem adresy producentów elementów miedzianych, których akurat szukałem. Pierwsze firmy, które wyszukałem, specjalizowały się w wieńcach pogrzebowych”, Lensen nie może ukryć uśmiechu. „Ale wreszcie znalazłem właściwą firmę.“

Tak Lensen senior i jego pracownicy byli stale zajęci rozwijaniem rynku artykułów reklamowych. „Czasem myśleliśmy, że chwyciliśmy wiatr w żagle, aż się potem okazało, że to nie działa. Nie daliśmy się zbić z tropu i zdobywaliśmy informacje. Jeżeli myśleliśmy, że z tego mogłoby coś wyjść, kupiliśmy maszynę od naszych dostawców, a gdy nie mogli nam pomóc, sami próbowaliśmy. Długimi tygodniami drukowaliśmy na maszynie, justowaliśmy, znów próbowaliśmy, inaczej justowaliśmy i ewentualnie, po wielu bólach głowy, osiągaliśmy żądany wynik.” Kawa robi się zimna, następna anegdota, która nas zaczarowała, nie pozwoliła jej spokojnie wypić. 

„Prawie nie było go w domu", dodaje Annie Lensen. „Pracował zawsze od wczesnego ranka aż do późnego wieczoru. Ale, gdy chce się zarobić na kromkę chleba z masłem, należy coś robić. Zawsze stałam za nim w stu procentach. Od roku 2002 Lensen senior korzysta z uroków zasłużonej emerytury. Aż do siedemdziesiątki inwestował w interes. Regularnie zagląda jeszcze do firmy, pogawędzi z chłopakami, którzy byli wówczas pionierami, jak Henk Snoeijink i Bertus Olthof, by zasięgnąć informacji o aktualnej sytuacji. No tak, gorąca krew …